Pijany kierowca toyoty zdemolował budynek i uciekł z miejsca wypadku

Pijany kierowca toyoty zdemolował budynek i uciekł z miejsca wypadku

W środowy wieczór miasto zaniepokoił groźny wypadek na ul. Reymonta, gdzie kierowca toyoty, najprawdopodobniej pod wpływem alkoholu, rozbił auto o budynek. Po zderzeniu, mężczyzna opuścił samochód i oddalił się pieszo. Policja, zawiadomiona o incydencie, zjawiła się na miejscu, gdzie rozmawiała ze świadkiem. Z jego opowieści wynikało, że kierowca zignorował czerwone światło na skrzyżowaniu z ul. Konopnickiej, a potem stracił panowanie nad pojazdem, uderzając w schody i ogrodzenie.

Intensywne poszukiwania kierowcy

Świadek zdarzenia próbował pomóc kierowcy, lecz ten odmówił współpracy i odszedł, roztaczając wokół siebie zapach alkoholu. Świadek szybko zadzwonił na numer alarmowy 112. Dzięki informacjom o numerach rejestracyjnych, policja szybko ustaliła właściciela pojazdu, a dyżurny przekazał te dane wszystkim patrolom w okolicy.

Policja na tropie w centrum miasta

Funkcjonariusze patrolujący Śródmieście przypomnieli sobie, że wcześniej tego wieczoru byli wezwani do mieszkania w centrum. Zgłaszająca skarżyła się na nietrzeźwego gościa, który odmówił opuszczenia lokalu. Mężczyzna opuścił miejsce przed przybyciem policji, ale gdy wrócił, policjanci ponownie interweniowali.

Ustalona tożsamość i zatrzymanie

Po wylegitymowaniu okazało się, że to 33-letni mieszkaniec Rzeszowa, właściciel wspomnianej toyoty. Badanie alkomatem wykazało prawie 1,8 promila alkoholu w jego organizmie. Przyznał się on do spożywania alkoholu oraz do spowodowania kolizji. Ze względu na obrażenia po wypadku, mężczyzna został przetransportowany do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy medycznej.

Potencjalne konsekwencje prawne

Następnego dnia mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości, które zostały mu przedstawione przez śledczych z wydziału ds. przestępstw i wykroczeń w ruchu drogowym. Podejrzany przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Teraz to sąd zdecyduje o jego dalszych losach.

Źródło: Policja Podkarpacka