Strona główna Aktualności Mężczyzna z powiatu stalowowolskiego zmarł po podaniu szczepionki

Mężczyzna z powiatu stalowowolskiego zmarł po podaniu szczepionki

65
1
szczepionki

Mężczyzna z powiatu stalowowolskiego zmarł po podaniu szczepionki

Mężczyzna z powiatu stalowowolskiego zmarł po podaniu szczepionki przeciwko COVID-19. To już trzecia osoba z regionu, która po przyjęciu tej szczepionki zmarła. Poprzednio zmarł pacjent z powiatu przeworskiego. Nie jest to mimo wszystko duża liczba w stosunku do całkowitej liczby szczepionek, jaką otrzymali pacjenci na Podkarpaciu. Jak wyglądają dane liczbowe i jakie wnioski możemy z nich wyciągnąć?

Szczepienia na podkarpaciu

Łącznie w województwie podkarpackim podano szczepionki 475835 osobom, choć jeszcze nie wszystkie otrzymały drugą dawkę. Przypominamy, że szczepienia na podkarpaciu zaczęło się 27 grudnia 2020 roku. Od tamtego czasu w kraju pojawiło się 6452 niepożądanych odczynów poszczepiennych, ale w 5473 przypadkach miały one łagodny charakter. Mowa o drobnych zaczerwienienia a także krótkotrwałej bolesności.

Mężczyzna z przeworska zmarł w minioną środę. Wiemy jak na razie, że po zaszczepieniu, pojawiły się u niego objawy innej choroby. Oczywiście, zgodnie z procedurami, opieką lekarską objęto go w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Niestety z oddziału tego już nie wyszedł, gdyż po kilka dniach umarł. Lekarze utrzymują, że choroba, na którą zmarł, nie ma związku ze szczepionką.

– Pacjent w krótkim czasie po szczepieniu manifestował objawy innej, ciężkiej choroby i został objęty lekarską w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii, gdzie po kilku dniach zmarł. Zdaniem lekarzy specjalistów choroba nie miała związku z podaną szczepionką. Oczekujemy na wyniki zleconej sekcji zwłok pacjenta – głosi oświadczenie Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Przeworsku

Co mówią epidemiolodzy o szczepionkach?

Mimo że jest wiele osób, które są bardzo negatywnie nastawione do szczepionek w ogóle, epidemiolodzy zgadzają się z tym, że szczepionka jest na ogół bezpieczna. Tego zdania jest między innymi prof. , która przewodzi Katedrze i Klinice Chorób Zakaźnych na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu:

– Po kilku miesiącach ich stosowania widzimy, że szczepionki są skuteczne i bezpieczne. Trwa dyskusja na temat bezpieczeństwa szczepionki Astra Zeneca. W tym zakresie należy zapoznać się z opinią ekspertów z Europejskiej Agencji Leków, która informuje, że szczepionka jest bezpieczna. Wiele osób w Polsce już zostało zaszczepionych Astra Zeneką i nic złego się nie wydarzyło. Natomiast producent szczepionki przygotował ogólnodostępną informację o możliwości wystąpienia zakrzepów, które występują bardzo rzadko – twierdzi prof. Brygdia Knysz

Od pani profesor dowiadujemy się także, że szczepienie przeciwko chorobie COVID-19 chroni przed zachorowaniem na COVID-19 oraz jej ciężkim przebiegiem. Nie chroni ona jednak przed samym zarażeniem się wirusem. Wspominał o tym także parę miesięcy temu dr Paweł Basiukiewicz w wywiadzie dla kanału na YouTube „Świat Rolnika”. Wracając do prof. Knysz, podkreśla ona, że skuteczność szczepionek Pfizera i Moderny wynosi 91,3-94,1%. Trochę gorzej wypadają szczepionki AstraZeneca oraz Johnson&Johnson, których skuteczność to kolejno 82,4% oraz 66%.

Dlaczego szczepionki mają tak wielu przeciwników?

Szczepionki narobiły sobie wielu wrogów w całym świecie ze względu na tzw. NOP. Skrót ten odnosi się do niepożądanego odczynu poszczepiennego, który jest zaburzeniem stanu zdrowia, pojawiającym się w ciągu czterech tygodni od momentu zaszczepienia. Dłuższe kryterium czasowe jest stosowane w przypadku gruźlicy. Skrót ten możemy kojarzyć także z nazwy stowarzyszenia Stop NOP, których zwolenników potocznie nazywa się „antyszczepionkowcami”. Jednym z ich postulatów jest brak przymusu szczepień dla dzieci, właśnie ze względu na możliwe powikłania.

Niestety w związku z tym ruchem pojawiają się też pewne kontrowersje. Otóż przyciąga on do siebie dosyć dużo osób, które bezkrytycznie nabierają skrajnie negatywnego stosunku wobec szczepień. Powielany jest również mit, jakby szczepionki miały wywoływać u dzieci autyzm. Do rozpowszechnienia tego mitu przyczynił się doktor Andrew Wakefield, któremu za swoje działania odebrano licencję. Przeciwnicy tej teorii utrzymują, że skoro autyzm jest chorobą dziedziczną, to nie może powodować go szczepionka. Zwłaszcza, że rzekomą przyczyną autyzmu ma być rtęć i aluminium, które szczepionka może zawierać. Jednak według Państwowej Akademii Nauk rtęci w szczepionkach już się nie stosuje. Z kolei glin zawarty w szczepionkach nie jest w stanie przebić się przez barierę krew-mózg.

1 KOMENTARZ

Comments are closed.